karolaroundtheworld - Lanzarote

Autem po pustkowiach Lanzarote

Bez wątpienia magia Wysp Kanaryjskich była powodem wyboru Lanzarote jako ucieczki przed angielską, grudniową pogodą. Wyspa wchodzi w skład archipelagu położonego na Oceanie Atlantyckim i jest miejscem z najkorzystniejszą pogodą, szczególnie zimą. Oprócz walorów klimatycznych kolejnym powodem odwiedzin Lanzarote był zimowy maraton, w sam raz jako sportowe urozmaicenie pobytu.

Lanzarote jest oddalone z Bristolu o cztery godziny  lotu. Polityka władz wyspy a także podobnych miejsc turystycznych polega na dofinansowaniu połączeń w miesiącach pozasezonowych. Ma to na celu ożywienie lokalnej turystyki, aby pokoje hotelowe czy restauracje nie świeciły pustkami. Wraz z moją grupą wyjazdową (Magda, Maciej, Damian) skrzętnie skorzystaliśmy z tej propozycji, lądując płycie lotniska, położonego wzdłuż oceanicznego wybrzeża. Czekając na odprawę nasz wzrok przykuła ogromna, bazaltowa skała, umiejscowiona na środku terminalu. Jest to znak rozpoznawczy wyspy, której krajobraz uformowały erupcje wulkaniczne a wspomniany bazalt jest efektem tych aktywności.

Po odebraniu auta z wypożyczalni i odczekaniu w kolejce dwóch godzin, udaliśmy się do naszego hotelu. Jednak po drodze, z powodu błędnego wpisania adresu, zbłądziliśmy do stolicy wyspy - Arrecife, trafiając do dzielnicy, gdzie nasze auto mogłoby zmienić właściciela po upływie pierwszej nocy. Po aktualizacji udaliśmy już we właściwym kierunku, do Puerto Del Carmen. Jest jedyne miejsce na wyspie, gdzie można spotkać największą liczbę turystów poza sezonowym szczytem.

Kolejnego dnia czekało nas wyzwanie w postaci maratonu. Wstaliśmy dość wcześnie i już po godzinie siódmej zameldowaliśmy się na starcie biegu, wyznaczonego na godzinę 9-tą. Nie było wtedy zbyt wielu biegaczy a także …organizatorów. Widocznie w Hiszpanii podchodzą do tego typu wydarzeń z większą rezerwą, bo na podobne zawody np. w Polsce wszystko jest przygotowane na 24 godziny przed pierwszym strzałem startera. W końcu, po odebraniu wszystkich pakietów startowych, nastąpił wystrzał sędziego, po czym prawie tysiąc uczestników biegu ruszyło w trasę. Biegacze mieli do pokonania pętle, położoną na wybrzeżu Costa Teguise, prowadzącą wzdłuż oceanicznej promenady. Oczywiste jest to, że była to jedna z najpiękniejszych tras wzdłuż których biegałem. Po lewej stronie palmy a po prawej szumiący ocean. Cała trasa liczyła lekko ponad 10 kilometrów i zaliczała się do ćwierćmaratonu, mocniejsi pokonywali ją dwukrotnie zaliczając półmaraton a najtwardsi herosi zmagali się z całym dystansem 42 kilometrów i 195 metrów.

W moim przypadku mogę powiedzieć o sobie, że zostałem ćwierć-herosem, gdyż pokonałem jedną pętle. Maciej okazał się najtwardszy, skutecznie zmagając się z całym, królewskim dystansem i szczęśliwie dobiegając do mety. Każdy z nas dostał pamiątkowy medal, plecak i koszulkę ale na koniec dnia to tylko ja mogłem się normalnie poruszać. W przypadku Macieja wysiłek włożony w maraton okazał się zabójczy dla jego wszystkich partii mięśniowych, na skutek czego każdy próba jakiegokolwiek ruchu wywoływała ogromny ból.

Kolejnego dnia udaliśmy się na wycieczkę po wyspie. Krajobraz Lanzarote jest podobny do księżycowego. Nie uświadczy się zbytniej roślinności czy drzew, którymi były nieliczne palmy. Większość terenu przypominają zdjęcia z pierwszego lądowania na Księżycu albo łazika Pathfinder na Marsie. Cała wyspa została ukształtowana na skutek aktywności wulkanicznej. Silne erupcje pokryły lawą cały jej obszar, uniemożliwiając powstanie jakiegokolwiek życia. Pokonując trasę autem można było zobaczyć w oddali górujące szczyty wygasłych wulkanów, który ostatni raz eksplodował w XIX wieku.




Z racji grudniowej pory nie można było narzekać na nadmiar turystów, drogi były puste i każdy mógł dojechać do ciekawego miejsca bez problemów z parkingiem. Przemieszczając się po bezkresnych, pustynnych krajobrazach wyspy w pewnym momencie poczuliśmy się jak na Saharze. Ukazała nam się  karawana wielbłądów, przewożąca amatorów oryginalnej wycieczki na stylu afrykańskim. Była to farma dromaderów, gdzie każdy chętny turysta mógł ruszyć na grzbiecie w pustynną wyprawę. Nie skorzystaliśmy z tej opcji, tylko udaliśmy się w stronę Parku Timanfaya. Niestety, z powodu późnej pory, nie nabyliśmy wejściówek, tylko zwiedziliśmy mini-muzeum, które było namiastką tego, co znajduje się na jego terenie.


Kolejnym miejscem wartym zobaczenia na wyspie jest Jezioro Charco de los Clicos, położone obok wioski rybackiej El Golfo. Jest to krater po wygasłym wulkanie, aktywnym w XVIII wieku. Niewiele pozostało z niego do lat obecnych, bo większa jego część została skryta w falach oceanu. W kraterze utworzyło się małe jezioro, z wodą o kolorze zielonym, na skutek działania alg. Patrząc na to miejsce z góry doskonale widać kontrast zielonego jeziora z otaczającymi go czarnymi skałami, dzięki czemu ten punkt jest fantastycznym miejscem do robienia zdjęć. Obok jeziora jest usytuowana plaża z czarnym piaskiem, pozostałością po aktywnym wulkanie. Na dodatek od miejscowych sprzedawców można nabyć różnego rodzaju kamienie, znalezione w okolicy. Jeden z nich był naturalnym samorodkiem żelaza, który mieliśmy nabyć w drodze powrotnej z zielonego jeziora. Jednak w tym czasie sprzedawca z całym straganem wrócił do domu a my zostaliśmy bez cennej pamiątki.

Dawna stolica Lanzarote, Teguise, okazała się kolejnym punktem na mapie, odwiedzonym przez naszą grupę. Miasto było stolicą wyspy do 1852 roku i racji obrony przed napaściami pirackimi zostało założone z dala od wybrzeża. W mieście zachowały się elementy, świadczące o dużym jego znaczeniu w przeszłości takie jak: rynek, kościół czy górujący na wzgórzach zamek. Obecnie jest to senne i ciche miasteczko, żyjące z turystów zatrzymujących się na krótki pobyt. Stałymi mieszkańcami są tutaj leniwie spędzający czas Guanczowie, czyli ludność tubylcza dla Lanzarote, potomkowie starożytnych Rzymian i Greków.

Najbardziej słonecznym miejscem jest Playa Blanca, kurort położony na południu wyspy. Nawet w grudniowy dzień można położyć się na plaży i cieszyć się słońcem a także korzystać z kąpieli w oceanie. Miasteczko nie jest tak zabudowane jak np. Puerto del Carmen ale każdy znajdzie tam coś ciekawego dla siebie, począwszy od restauracji po siłownie na świeżym powietrzu dostępną za darmo.

Jednym z najważniejszych miejsc dla turystów jest Jameos del Agua czyli fragment łańcucha korytarzy, utworzonych przez lawę. W jaskini znajduje się niewielki zbiornik słonej wody, zamieszkiwany przez gatunek raka, którego naturalnym miejscem życia jest ocean na głębokości 3 tys. metrów. W części nadziemnej znajduje się  basen w otoczeniu palm, dostępny tylko do celów fotograficznych i bez możliwości skorzystania z kąpieli.

Poruszając się po wyspie można było zauważyć dużo osób poruszających się na rowerach czy biegnących wzdłuż drogi. Lanzarote, z racji swojego klimatu, jest idealnym miejscem na zimowy obóz przygotowawczy dla sportowców. Przyjeżdżają tutaj biegacze, triathloniści, grupy kolarskie czy tenisiści. Na północy znajduje się ośrodek Santa Sport, który jest bazą dla wyczynowców, z bogatym zapleczem boisk, kortów, sal czy nawet własnym akwenem do sportów wodnych. Oprócz tego, w północnej części wyspy, korzystając  z wietrznej pogody, można z powodzeniem uprawiać żeglarstwo lub surfing.

Lanzarote jest ciekawym miejscem dla osób pragnących spędzić czas aktywnie. Różnorodność atrakcji jakie wyspa oferuje jest szeroka i każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Ważne jest także to, aby posiadać auto, z którego będziemy mogli podziwiać bezkresną pustkę powulkanicznej pustyni.









 

 

Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (16 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=