karolaroundtheworld - Madryt

 

Gran Derbi - niestety tylko pod Estadio Santiago Bernabeu

 

Każdy kibic Realu Madryt chciałby zobaczyć swoją ulubioną drużynę na Estadio Santiago Bernabeu i poczuć atmosferę panującą na stadionie Królewskich. Na pomysł wyjazdu wpadłem wspólnie z dwoma znajomymi podczas oglądania relacji z poprzedniego meczu obu drużyn rozegranego w Barcelonie.  Okazją do tego był majowy weekend i spotkanie na szczycie ligi hiszpańskiej, a także najsłynniejszy mecz piłkarski na świecie pomiędzy odwiecznymi rywalami, czyli Realem i Barceloną. Oczy całego piłkarskiego świata były zwrócone na El Clasico, ponieważ obie drużyny posiadają miliony kibiców rozsianych po całym świecie. Gran Derbi są rozgrywane od ponad stu lat i oprócz rywalizacji sportowej miały zawsze podtekst polityczny z powodu niepodległościowych aspiracji Katalonii.

Pierwotny termin spotkania był wyznaczony przez władze La Liga na 3 maja o godzinie 19. Jednak z powodu udziału Barcelony w półfinale Ligi Mistrzów z Chelsea, mecz został przełożony na sobotę, więc byliśmy zmuszeni zmienić wcześniejsze plany pobytu w stolicy Hiszpanii. Po przylocie na lotnisko w Madrycie udaliśmy się do hotelu, następnie metrem skierowaliśmy się do głównego celu naszej wyprawy, czyli na Santiago Bernabeu. Przed stadionem stawiliśmy się o 18, czyli dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Stadion Realu jest usytuowany w północnej części miasta, wkomponowany w otaczające go wieżowce i bloki mieszkalne. Nie ma prawie miejsc parkingowych, większość kibiców korzysta z komunikacji miejskiej.

Ostatnie chwile pierwszym gwizdkiem sędziego i fałszywy bilet

Miesiąc przed meczem próbowaliśmy w każdy możliwy sposób nabyć bilet. Na stronie internetowej Realu była opcja kupna biletów, lecz była niedostępna, a na sprzedaż w kasach przed stadionem przeznaczono małą liczbę wejściówek, które zostały z miejsca wyprzedane kilka dni przed meczem. Inną opcją było kupno biletu poprzez firmy internetowe zajmujące się sprzedażą biletów na imprezy sportowe. Jednak cena za pojedynczy bilet wahała się od 400 euro do 1000, więc na taką rozrzutność nie mogliśmy sobie pozwolić. Pozostawała jeszcze nadzieja w stojących przed obiektem konikach… Być może perspektywa zobaczenia na żywo najważniejszego meczu na świecie osłabiła moją czujność, na skutek czego ślepo zaufałem ulicznemu sprzedawcy biletów nabywając od niego wejściówkę za 150 euro. Nie do końca wydawał mi się osobą godną zaufania, jednak główny cel wyjazdu był  najważniejszy i po transakcji ogarnęła mnie radość. Niestety nie trwała ona długo. Po nieudanej próbie wejścia do odpowiedniej bramki ochroniarz skierował mnie do punktu obsługi klienta, gdzie pracownica wyjaśniła mi, że zostałem oszukany i bilet jest nieważny. W tym momencie uświadomiłem sobie jak tak mogłem się dać oszukać. Złość i wściekłość ogarnęła moje ciało, ale nic nie mogłem zrobić. Jak to się mówi mądry Polak po szkodzie, do tego mój kompan z wyjazdu odradzał mi kupno tego biletu, nie wierząc sprzedawcy. Chcąc, nie chcąc musiałem się pogodzić ze stratą i możliwością obejrzenia El Classico na żywo. Na pamiątkę tego wydarzenia pozostanie mi kawałek złotej plakietki, wartej 150 euro.

Po nieudanej transakcji pozostało mi jedynie wczuwanie się w atmosferę meczu będąc poza Estadio Santiago Bernabeu. Ciekawym spostrzeżeniem było to, że wobec 80 tysięcy Socios obecnych przed i na stadionie porządku pilnowało około 50 policjantów. U nas podobną imprezę ochraniałoby zapewne kilka razy więcej funkcjonariuszy i służb ochroniarskich. Kibice hiszpańscy raczyli się hiszpańskim piwem w ilościach hurtowych, jednak nie dochodziło do żadnego zakłócania porządku. Kibice Barcelony byli także widoczni, śpiewali dopingując swoją drużynę i nie byli narażeni na ataki kibiców drużyny gospodarzy. Mecz rozpoczął się planowo, a my w tym czasie poszliśmy do Burger Kinga naprzeciwko stadionu po frytki i skonsumowaliśmy je ze smakiem na schodkach Estadio Santiago Bernabeu, przysłuchując się jednocześnie reakcjom kibiców.

Następnie udaliśmy się do baru, gdzie wspólnie z kibicami Realu i Barcelony oglądaliśmy mecz na telebimie. Spotkanie przebiegało w ciągłej przewadze Barcelony, o czym świadczył końcowy wynik 6-2 dla gości. Kibice Realu nie byli zadowoleni z przebiegu meczu ciągle skandując PUTA BARCA, PUTA CATALONIA, co było jedynym, obraźliwym okrzykiem w stronę drużyny z Katalonii, słyszalnym w pubie. Po ostatnim gwizdku sędziego kibice udali się do uroczych, madryckich kafejek, w celu przedyskutowania przyczyn porażki swojej drużyny. Nie doszło do zamieszek, zdemolowania miasta czy masowych bijatyk z policją. Pogodzili się z porażka, jednocześnie gwarantując rewanż w następnych Gran Derbi.

Tour de Estadio Santiago Bernabeu

Następny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie stadionu Królewskich, gdzie wstęp kosztował 15 euro. Przy wejściu na stadion każdy musiał przejść przez bramki bezpieczeństwa i oddać do przeskanowania plecaki. Pakiet Tour de Bernabeu obejmował zwiedzanie trybun, muzeum klubowego, ławki rezerwowych, szatni zawodników, sali konferencyjnej i oficjalnego sklepu. W muzeum zgromadzono wszystkie trofea ponad stuletniej historii klubu, który został uznany przez FIFA najlepszym klubem XX wieku. Miejsce robi ogromne wrażenie na zwiedzających. Umieszczone są tutaj puchary krajowe, UEFA, Zdobywców Pucharów, Mistrzów, Superpuchary Europy, Puchary Interkontynentale, Złote Buty i Piłki przyznane dla piłkarzy Realu. Ciekawy egzemplarz stanowią buty, w których jeden z najlepszych piłkarzy w historii klubu, Argentyńczyk Alfredo di Stefano, zagrał w 1966 roku ostatni swój mecz w karierze. Jest tablica z nazwiskami wszystkich zagranicznych piłkarzy grających w barwach Los Blancos. Zaszczytne miejsce, jako reprezentanta Polski, mogłoby się wydawać jedynego, zajmuje Jerzy Dudek..., a także, Rozitsky. Otóż Rozitsky, jak podają źródła, był polskim piłkarzem z francuskim paszportem i jako pierwszy zawodnik w historii przeszedł z Barcelony do Realu Madryt i grał razem w jednej drużynie z prezesem wszechczasów Santiago Bernabeu.

Po wyjściu z muzeum udaliśmy się na trybuny tego stadionu, zaliczanego do najpiękniejszych na świecie. Stojąc na najwyższych trybunach można było
dostać zawrotu głowy, jednak nawet z najbardziej oddalonego miejsca ma się gwarancję dobrego widoku na płytę boiska. Następnym etapem było zejście na poziom murawy i każdy mógł się poczuć zawodnikiem Los Galacticos, siadając na wygodnej ławce rezerwowych lub poczuć się jak obecny prezydent Florentino Perez, zajmując miejsce w loży Vipów na ekskluzywnych, skórzanych fotelach. Po przejściu przez szatnie zawodników grupa udała się do sali konferencyjnej, w której po każdym meczu na pytania dziennikarzy odpowiadają trenerzy i piłkarze. Miejsce jest duże, przestronne i jest w stanie pomieścić znaczną liczbę żurnalistów. Następnym punktem Tour de Bernabeu jest wejście do oficjalnego sklepu Los Blancos, w którym można nabyć cały asortyment kibicowski począwszy od proporczyków i długopisów za 8 euro, poprzez koszulki z nazwiskami zawodników za 60 euro, skończywszy na siwych garniturach Hugo Bossa z logo klubu za kilkaset euro. Po wyjściu ze sklepu pierwsze kroki skierowałem do oficjalnego pubu Królewskich, usytuowanego na stadionie, gdzie delektowałem się hiszpańskim piwem, nalewanym z dużej repliki Pucharu Mistrzów.

Podsumowując wyjazd na pewno był bogaty w wydarzenia. Atmosfera, waga spotkania, wielki stadion i możliwość zobaczenia go z bliska. Z drugiej strony kupno fałszywego biletu i zawód pomieszany ze złością. Efektem tej mieszanki jest cel, który jawi się jako moja ponowna wizyta w Madrycie, obserwującego Gran Derbi na żywo.












 

Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (5 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=