karolaroundtheworld - Majorka

Majorka za 16 funtów.

Panuje obiegowa opinia o tym, że loty i zwiedzanie atrakcyjnych miejsc zagranicznych jest drogie. Jednak nie do końca jest to prawda. Oczywiście można płacić horrendalne stawki za bilety podróżując drogimi operatorami lub znajdując hotele 5-gwiazdkowe ale nie każdy podąża tą drogą. Koszt przelotu na trasie Bristol - Majorka - Bristol wyniósł całe 16 funtów czyli ok. 80 złotych!


Linie lotnicze kuszą różnymi promocjami. Jednak zwykle jest tak, że promocyjna cena biletu nie jest kompatybilna z wolnym terminem i odwrotnie. W 2010 roku miał miejsce wybuch islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull (ciężko jego nazwę napisać nie mówiąc już o właściwej wymowie). Z racji wyrzuconej ogromnej masy pyłu wulkanicznego całe niebo nad Europą zostało zamknięte i lotniska nie funkcjonowały. Można by było pomyśleć, że ceny lotów po tym okresie pójdą w górę w celu załatania dziury w finansach, ale nie w Ryan Air. Ich marketingowe hasło brzmiało: "opadł pył wulkaniczny, opadły ceny". Skorzystałem z promocji i nabyłem loty w obie strony za 16 funtów, informując wcześniej moich znajomych, po czym stawiliśmy się na lotnisko w grupie 5 osób. W sumie za zaparkowanie auta na dwie doby zapłaciliśmy 20 funtów czyli więcej niż za cały lot na Baleary.

Lot na Majorkę upłynął w miłej atmosferze, samolot miał 100% obłożenie, więc turyści skrzętnie skorzystali z superpromocji. Po wylądowaniu naszym oczom ukazał się widok potwierdzający odpowiednią nazwę dla stolicy Majorki - Palma. Wszystkie alejki były palmowe, wzdłuż ulicy także królowały te drzewa i tak samo w innych zakątkach wyspy. Udaliśmy się taksówką do miejscowości El Arenas, położonej 15 kilometrów od lotniska, gdzie w hotelu nocleg wychodził ok. 15 funtów.  Miał on dobre położenie, blisko od morza, basen i restaurację. Z racji tego, że był początek maja nie miał dużej frekwencji i można było spotkać nielicznych turystów. Ten fakt nie przeszkadzał nam, bo po zameldowaniu udaliśmy się w miejsce, gdzie na pustki nikt nie narzekał czyli dyskotekę. Wejście kosztowało 12 euro i do biletu każdy otrzymywał kapelusz i koszulę. Do tego dwa drinki do zrealizowania w barze. Pomimo czasu przedsezonowego klub był wypełniony w całości i każdy się dobrze bawił do białego rana.

El Arenas jest miejscem do którego podążają niemieccy turyści. Można spotkać dużą liczbę knajpek czy pubów, do tego najpopularniejszym fast-foodem jest bratwurst czyli biała kiełbasa. Napisy na budynkach także, oprócz języka hiszpańskiego i katalońskiego, są po niemiecku.

Magnesem przyciągającym turystów do El Arenas są plaże. Ciągną się one kilometrami, są szerokie i czyste, każdego ranka służby dbają o porządek. Do tego piękna promenada, ciągnąca się kilometrami, po której można pojeździć na rolkach, wyjść na spacer czy udać się na wycieczkę rowerową. Fale w morzu wczesną wiosną są dość wysokie, co sprzyja surferom ale nie za bardzo osobom chcącym skorzystać z kąpieli, którzy także muszą mieć zahartowane ciało z powodu dość zimnej wody. Jednak nasza ekipa nie miała problemu z lodowatą wodą, aktywnie korzystając z wyjazdowego weekendu. Temperatura wynosiła 23 stopnie i mogłoby się wydawać, że nie pozostawi skutków ubocznych. Tak nie było, gdyż po powrocie niektórzy z nas cierpieli na oparzenia słoneczne. Na kolejny raz na pewno zaopatrzymy się w odpowiednie filtry!

Ostatecznie weekend miał się ku końcowi, na samolot udaliśmy się tym razem autobusem za 3 euro, zjedliśmy posiłek w McDonald na lotnisku i udaliśmy się w drogę powrotną do Bristolu. Weekend trwający od piątkowego popołudnia do niedzielnej nocy przeszedł do historii.



 


Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (37 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=