karolaroundtheworld - Szkocja - Isles of Skye

Wyprawa BBF na szkocką Isle of Skye

W poprzednim roku Bristolska Brać Fotograficzna zorganizowała wyprawę do Kornwalii, gdzie spędziła długi weekend, odwiedzając, fotografując i nagrywając jej największe atrakcje. W 2016 roku celem była Szkocja a mianowicie północno-zachodnia jej część - wyspa Skye.

LINK DO FILMU Z ISLE OF SKYE Z MOJEGO KONTA NA YOUTUBE


Sposób dotarcia do szkockiego Highlands podzielił grupę na dwa obozy - samochodowy i samolotowy. Większość optowała za pierwszą opcją z racji dzielonych kosztów paliwa i większej niezależności. Pomysł lotu samolotem na północ do Inverness był mało popularny, na który pisali się nieliczni. Jednak w miarę zbliżania się terminu coraz więcej osób wybierało opcję samolotową i w końcu w większości spotkaliśmy się na pokładzie linii Easy Jet. Krótki, godzinny lot i lądowanie w pochmurnym, deszczowym Inverness. Jednym słowem potwierdzenie stereotypu o szkockiej plusze. Po odbiorze aut  (często były to nowe samochody z bieżącego rocznika) udaliśmy się w kierunku hostelu, oddalonego o dwie godziny jazdy. Po drodze zawitaliśmy do Inverness, stolicy największego regionu w Wielkiej Brytanii - Highlands a także odwiedziliśmy polski sklep. Jak się okazało po krótkiej rozmowie z właścicielem w regionie mieszka dość liczna Polonia - prawie 30 tysięcy. Jako ciekawostkę można dodać, że w godzinach porannych jego biznes odwiedziła ekipa z BBC, przeprowadzając wywiad na temat Brexitu.

Po wyjeździe z miasta kilka kilometrów dalej zaczyna się jedno z najbardziej znanych jezior świata - Loch Ness. Jak wiadomo jest znane z Nessie czyli potwora mieszkającego w jego głębinach. Według wierzeń lub relacji świadków posiada długą szyję zakończoną dużą paszczą, dwugarbny grzbiet i czarną skórę. Razem z Wielką Stopą i Yeti jest kryptydą czyli dziedziną pseudonauki zajmującej się nieistniejącymi zwierzętami. Legenda o potworze pomimo mijających lat ciągle przyciąga rzesze turystów z całego świata pragnących zobaczyć taflę jeziora i wytwór ludzkiej wyobraźni czyli Nessie

Wzdłuż jeziora ciągnie się trasa A82 prowadząca do Glasgow i dalej na południe Wielkiej Brytanii. Wzdłuż niej wytyczone są specjalne punkty widokowe, skąd można wykonać pamiątkową fotkę czy po prostu skupić uwagę na tafli wody w celu wykrycia NessieJ. W połowie drogi znajdują się ruiny zamku Urquhart, zbudowanego w XIII wieku. Patrząc na historie jego kształt był mocno zmieniany na przestrzeni stuleci - raz była to otoczona wielkim murem forteca a kilka wieków później okrojonym o połowę małym zameczkiem. W każdym bądź razie jego położenie na tle słynnego Loch Ness miało swój smak, czego efektem było liczne grono turystów wchodzących na teren ruin.

Podróżując po wyspie można zauważyć dwujęzyczne napisy na znakach drogowych. Jednym z nich jest angielski a drugi gaelicki. Chodzi o zachowanie kilkusetletniej tradycji mówienia w drugim języku, któremu grozi naturalne wymarcie. W celu jego ochrony wydawane są nawet gazety po gaelicku a w szkołach wprowadzono go jako obowiązkowy przedmiot.

Lokalizacja naszego miejsca pobytu była idealna - hostel położony na brzegu jeziora Duitch, otoczonego szczytami pobliskich gór. Posiadał wszystko co był niezbędne dla turystów czyli kuchnię, jadalnię, pokoje, łazienki i salon, gdzie pomimo braku telewizora udało się obejrzeć mecz Polska - Niemcy. Otoczenie hostelu zachęcało do wyjścia i zaczerpnięcia ożywczego, szkockiego powietrza a także do zrobienia kilku ciekawych ujęć. Do tego w recepcji spotkała nas niespodzianka w postaci naszego rodaka, który udzielił kilku wartościowych porad na temat Isle of Skye. Miejsce naszego zakwaterowania znajdowało się w miejscowości Ratangan i było idealną bazą wypadową na wyspę Skye, drugą co do wielkości w Szkocji i czwartej w Wielkiej Brytanii.  



Oprócz idealnej otoczki związanej z Ratangan był jeden minus - muszki o nazwie Sandflies. Nie są zbyt duże, znacznie mniejsze od komarów ale posiadają jad, który jest bardzo dokuczliwy po ugryzieniu. Przekonała się o tym grupa palaczy, skrywając szczelnie całą powierzchnię ciała podczas wizyt w palarni.

W piątkowy ranek cała ekipa wstała na śniadanie, po którym zaczęliśmy realizować wcześniej ustalony plan. Pierwszym miejscem na mapie była skała Old Man of Storr, do której dotarliśmy mijając most łączący Szkocję z wyspą w miejscowości Kyle of Lochalsh. Przejazd jest darmowy ale od niedawna bo kilka lat temu trzeba było uiścić tam stosowną opłatę. Po małych perturbacjach z nawigacją dotarliśmy do "starca" i zostawiliśmy nasze auta na darmowym parkingu. Czekała na nas wymagająca wspinaczka po stromej ścieżce na sam szczyt góry. Po kilkudziesięciu minutach zameldowaliśmy się na samej górze i zaczęliśmy robić zdjęcia. Sama góra przypomina trochę naszego tatrzańskiego Mnicha a jedna z legend mówi, że jest wystającym kciukiem jednego z zakopanych Gigantów. Być może otoczka związana z tą górą a także wyjątkowy widok na okoliczne doliny spowodował zainteresowanie tym miejscem ekip filmowych. Krajobraz półek skalnych i różnego rodzaju kamieni był zachęcający do kręcenia zdjęć do takich filmów jak "Gwiezdny pył", "Kult", "Prometeusz" czy "Przełamując fale".

Nasz grupa starała się wykonać jak najlepsze ujęcia i niekiedy trzeba było się wdrapać na strome zbocze. Jak jest to niebezpieczne przekonał się szef naszej wyprawy Wojtek, któremu podmuch wiatru stoczył torbę z całym sprzętem. Szczęściem w nieszczęściu było to, że udało się ją złapać ale jednego z obiektywów już nie. Roztrzaskał się o jedną z licznych skał. Czasami dla dobrych zdjęć trzeba trochę zaryzykować i czasami takie rzeczy się zdarzają.

Po opuszczeniu The Old Man udaliśmy się w kierunku Kilt Rock czyli wodospadu spływającego prosto do morza. Oglądając wcześniej zdjęcia urzekał swoim wyglądem i zapowiadał się ciekawie. Niestety, warunki pogodowe nie pozwalały na jego uchwycenie, gdyż wiatr mocno wiejący w stronę lądu spychał spadającą wodę prosto na skały.

W niedalekiej odległości od wodospadu Kilt Rock znajduje się Quiraing, malownicze skalne wzgórze, którym mieliśmy plan się przejść i zrobić kilka ciekawych fotek. Jednak podążając wzdłuż wybrzeża być może przeoczyliśmy znak drogowy lub był on niezbyt widoczny. W każdym bądź razie podążaliśmy w kierunku północnym, z zamiarem objechania tej części wyspy. Położenie trasy rzucało na kolana swoimi widokami - pojedyncze domki z rozległymi pastwiskami, brzeg Oceanu Atlantyckiego i obijające się fale a także majaczące w tle munrosy czyli niewielkie szczyty szkockich gór.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w muzeum odzwierciadlającym życie w poprzednich wiekach na wyspie Skye. Były to kamienne domki, zagroda gospodarska czy prymitywne maszyny rolnicze używane przez wiekami. Przypatrując się z bliska można było sobie wyobrazić jak przebiegało codzienne życie pierwotnych Szkotów zmagających się z padającym 300 dni w roku deszczem czy porywistym, zimnym wiatrem.

Muzeum było ostatnim punktem w piątkowym programie, po czym udaliśmy się z powrotem do naszego hostelu. Po przyjeździe i krótkim odpoczynku wsiedliśmy ponownie do naszych aut w celu sfotografowania Eilean Donan Castle o zachodzie słońca. Zamek powstał w 1220 roku i na przestrzeni wieków był świadkiem wielu wydarzeń takich jak zajęcie go przez hiszpańską armadę. Na początku XX wieku został odrestaurowany i jest obecnie otwarty dla zwiedzających. Można zobaczyć jak wyglądało codzienne życie w zamku, począwszy od sali bankietowej, przez kuchnie, jadalnie i kończąc na sypialniach. W piątkowy wieczór nasza grupa była świadkiem ceremonii ślubnej, gdzie panna młoda była ubrana w białą suknię a pan młody przywdziewał narodowy strój szkocki - kilt. Zachodzące słońce nad zamkiem Eilean było świetną opcją dla fotografów a także dla naszych operatorów dronów, którzy nakręcili ciekawe ujęcia w tle jeziora Duich.



Po przyjeździe do hostelu każdy był zmęczony ale nie wszyscy poszli spać. Krzysiek, Łukasz i Szymon postarali się o drewno, dzięki którym udało się zorganizować ognisko nad brzegiem jeziora.  Uczestnicy bawili się świetnie, były śpiewy i rozmowy, może trochę za głośne bo zwrócił nam uwagę recepcjonista ale i tak humor dopisywał każdemu do godziny 3 nad ranem, kiedy impreza miała swój kres.

Następnego dnia cała grupa wyruszyła nad wodospad. Ściślej mówiąc była to mała rzeczka mająca swoje źródło w górach, spływająca w dół po półkach skalnych. W niektórych miejscach tworzyły się małe wodospady, gdzie kilku zahartowanych turystów zażywało lodowatej kąpieli. Podejście pod górę nie było zbyt forsowne tak jak w przypadku piątkowego Old Mana, więc po krótkim okresie czasu obraliśmy kierunek na Dunvegan Castle.

Po dotarciu na miejsce część grupy zdecydowała się na wejście do zamku a druga udała się do najbardziej wysuniętego punktu na zachodzie wyspy - Neist Point. Prowadząca tam droga jest wąska, jednak nie ma problemu z autami jadącymi z naprzeciwka z racji licznych mijanek. Oprócz tego trzeba uważać na wszędobylskie owce i czasami krowy, które skutecznie mogą zablokować trasę przejazdu. Wąska dróżka ciągnie się kilka kilometrów wśród rozległych łąk, dolin i pagórków aż w końcu u jej kresu możemy zobaczyć wysunięty w morze cypel. Jest to wspomniany Neist Point, na krańcu którego znajduje się latarnia morska. Dojście do niej wymaga niemałej kondycji, gdyż jest położona poniżej klifu i prowadzą do niej strome schody. Wcześniej odbijając w prawo można zająć pozycję do świetnego zdjęcia pokazującego piękno całego miejsca albo do nakręcenia kilku klipów dla fanów filmików.

Po zejściu w dół i przejściu kilkuset metrów stajemy u wejścia latarni, jak się później okazało już nie działającej. Patrząc przez okno można zauważyć stare gazety, książki czy inne rzeczy codziennego użytku, jednak były już pokryte warstwą kurzu. Latarnia została oddana do użytku w 1909 roku a od 1990 funkcja latarnika jest zbędna. System oświetleniowy jest sterowany z Edynburga, gdzie ma siedzibę główny zarząd szkockich latarni. Przed 1990 rokiem, gdy miejsce było zamieszkane, transport żywności i innych rzeczy odbywał się za pomocą kolejki linowej, której pozostałości są widoczne przy zejściu.

Szkocja słynie z produkcji whisky, więc przed przyjazdem na Isle of Skye jednym z etapów naszej eskapady miały być odwiedziny słynnej destylarni Talisker. Niestety z powodu napiętego planu akurat ta część nie została wykonana i obeszliśmy się smakiem. Jak później można było się dowiedzieć ich alkohol jest znacznie mocniejszy od konkurencji (prawie 46%), proces produkcji jest niezmieniony od 175 lat i jest najbardziej wysuniętą na północ destylarnią na świece. Być może podczas kolejnego pobytu na tej malowniczej wyspie uda nam się wpaść do Talisker.

Neist Point był ostatnim akcentem sobotniego dnia, po czym jedna z grup udała się w kierunku Ratagan. Sobotni wieczór obył się bez ogniska ale nie obyło się bez grilla!

Niedziela była ostatnim dniem dla części ekipy samolotowej, która chwilę po śniadaniu pożegnała się ze wszystkim uczestnikami i wyruszyła w drogę na lotnisko w Inverness. Druga część została dzień dłużej a trzecia poświęciła niedziele na rejs na pobliską wyspę Harris i Lewis. Pomimo deszczu spędziła aktywnie czas na fotografowaniu jednych z najpiękniejszych plaż w Europie a w drogę powrotną do Bristolu udała się w poniedziałkowy poranek.







 























Dzisiaj stronę odwiedziło już 1 odwiedzający (20 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=